Wszystkie wpisy, których autorem jest demetrios

Sekrety zakupu idealnej sukni ślubnej

Suknia ślubna to wyjątkowy zakup, który zdarza się nam raz w życiu. Wydajemy na nią i wszystkie dodatki około 10% kosztów całego wesela. Nic więc dziwnego, że to decyzja, która niejednej Pannie Młodej spędza sen z powiek. Zdradzamy Wam kilka sekretów, które ułatwią Wam znalezienie i zakup wymarzonej sukni ślubnej.

1. Daj sobie czas, nie dłuższy jednak niż pół roku.

Poszukiwania wymarzonej sukni ślubnej rozpocznij na 5-6 miesięcy przed ślubem. Taki czas pozwoli ci na spokojny wybór, zamówienie i odebranie sukni ślubnej. Pamiętaj też, że suknia musi zostać uszyta specjalne dla ciebie, salon potrzebuje więc trochę czasu na zrealizowanie zamówienia.

Wcześniejsze poszukiwanie sukni ślubnej niekoniecznie jest dobrym pomysłem – w momencie podejmowania decyzji możesz już nie pamiętać wybranych modeli i tego, jak w nich wyglądałaś, więc przymiarki trzeba będzie rozpocząć od nowa.

2. Starannie wybierz swój salon. 

Wybierz kilka naprawdę dobrych salonów ślubnych, których oferta jest szeroka. Odwiedzanie większej ilości miejsc narazi cię tylko na mętlik w głowie. Jeżeli zdecydujesz się na salon, którego oferta jest dosyć wąska, możesz wpaść we frustrację, uznając, że najwidoczniej nie ma dla ciebie idealnej sukni ślubnej. A to przecież nieprawda.

Unikaj też salonów, w których obiecują uszycie sukni na wzór – choć jest to czasami tańsze rozwiązanie, takiej sukni nie zobaczysz przed uszyciem, a efektem końcowym możesz się bardzo rozczarować, będzie się on bowiem różnił od oryginału.

3. Umów się wcześniej na spotkanie. 

Zanim wpadniesz do salonu, zadzwoń bądź napisz maila. Dzięki temu unikniesz niepotrzebnego oczekiwania na miejscu, a konsultantki będą mogły poświęcić ci więcej czasu i uwagi. Nie zaglądaj do salonu w trakcie krótkiej przerwy w pracy, pośpiech nie jest najlepszym doradcą.

4. Zadbaj o dobry humor.

Przyjdź na spotkanie wypoczęta i w dobrym humorze. Uczesz się ładnie, delikatnie umaluj. Załóż ładną, delikatną bieliznę. Grube, czerwone ramiączka stanika wystające spod sukni nie zrobią najlepszego wrażenia.  Jeżeli tego dnia nie będziesz się sobie podobać, nie spodoba ci się także żadna z wybranych sukien.

5. Nie potrzebujesz sztabu doradców. 

Do salonu zabierz jedną zaufaną osobę – nie potrzebujesz jury składającego się z kilku osób, wybór sukni nie ma być kompromisem zawartym w zespole doradców. Po prostu weź szczerą osobę, która powie, w czym ci dobrze, a w czym nie.

6. Bądź dobrze przygotowana.

Pamiętaj o inspiracjach: weź zdjęcia tego, co ci się podoba, zdjęcia ślubne babci, koleżanki, by pokazać konsultantkom kierunek twoich poszukiwań. Pamiętaj o swoim stylu, jeśli w danej sukni czujesz się przebrana, niekoniecznie będzie to dobry wybór. Zastanów się nad tym, jakie buty założysz do ślubu. Ile centymetrów będą miały obcasy? Będzie to szczególnie ważne, gdy już zdecydujesz się na zakup sukni ślubnej. Wysokość obcasa ma bowiem wpływ na długość kreacji.

7.  Pamiętaj o szczegółach. 

Gdy już zdecydujesz się na zakup sukni ślubnej, ustal ważne szczegóły. Po pierwsze, czy poprawki zostaną wykonane na miejscu, czy są w cenie sukni, czy też będziesz musiała za nie dodatkowo zapłacić. Po drugie: kiedy suknia ślubna będzie gotowa do odbioru (termin powinien zostać czytelnie oznaczony w umowie sprzedaży, tak aby obie strony wiedziały, kiedy sukni należy się spodziewać. Jeżeli twój ślub odbędzie się w terminie krótszym niż 3 miesiące bądź przygotowana, że suknia może być nawet w ostatniej chwili. Zastanów się wówczas, czy nie lepiej wypożyczyć suknię). Po trzecie, pamiętaj, że będziesz musiała zostawić w salonie zaliczkę, bądź na to przygotowana i dokładnie ustal, kiedy będziesz musiała dokonać kolejnych płatności.

8. Nie wychodź z salonu z pustymi rękami. 
Warto jest zrobić sobie zdjęcie w swojej sukni ślubnej, by pokazać je później np. fryzjerce. Jeżeli to możliwe poproś o skrawek materiału, również może okazać się przydatny, choćby przy wyborze kamizelki dla pana młodego czy koloru bukietu ślubnego, albo materiału na buty ślubne.

Jaki kolor sukni ślubnej dobrać do jasnej i ciemnej karnacji?

panna-mloda-zamyslona-940x480

Wybór sukni ślubnej to naprawdę duże wyzwanie. Zakup odpowiedniego fasonu, który podkreśli atuty figury to nie wszystko – równie ważny jest wybór koloru sukni ślubnej, który pozwala podkreślić urodę i wpływa na ogólny wygląd Panny Młodej.

Odwiedzając kolejne salony ślubne często wydaje się nam, że wszystkie suknie są także same. Podczas ostatecznej decyzji dotyczącej zakupu tej jednej, jedynej i wymarzonej kreacji warto brać pod uwagę nie tylko jej fason, ale także kolor. Źle dobrany kolor sukni ślubnej potrafi całkowici odmienić wyląd Panny Młodej i sprawić, że będzie ona wyglądała niekorzystnie m.in. na ślubnych fotografiach.

Jak wybrać idealną suknię ślubną?

Jeżeli chcemy, aby suknia ślubna idealnie pasowała do figury i naszego wyglądu koniecznie należy podczas jej zakupu uwzględnić:

  • Kształt naszej figury
  • Wzrost
  • Kolor karnacji i włosów
  • Porę roku
  • Kolorystykę dodatków np. ślubnego bukietu

Warto pamiętać, że istnieje kilkanaście odcieni bieli, choć czasami na pierwszy rzut oka nie widzimy różnicy pomiędzy poszczególnymi barwami, do dyspozycji mamy także niezwykle modne odcienie szampana i nieśmiertelny kolor ecru oraz bardziej intensywne i śmiałe kolory dla odważnych i chcących zaskakiwać kobiet.

Jakie są zasady doboru koloru sukni ślubnej do karnacji?

Najważniejsze podczas wyboru koloru sukni ślubnej jest właściwe określenie naszej karnacji. Aby nie popełnić błędu możemy o radę poprosić fotografa, u którego zamawiamy sesję ślubną. Jeszcze jedno – tuż przed ślubem nie powinno się korzystać z solarium, gdyż nienaturalnie opalone ciało wygląda bardzo nieładnie w zestawieniu z różnymi odcieniami bieli.

Kolor sukni ślubnej

Dziewczyny z jasną karnacją najefektowniej wyglądają w nieco „złamanych” i cieplejszych odcieniach bieli. Ciepłe odcienie bieli idealnie współgrają także z niemal alabastrową cerą, która w klasycznej i zimnej bieli przybiera bardzo nieładny i trupi wygląd. Złamana biel nadaje się zarówno dla brunetek, jak i blondynek, doskonale podkreśla także urodę kobiet z włosami w odcieniach rudości i czerwieni.

Klasyczna biel to kolor zarezerwowany dla kobiet z nieco ciemniejszą cerą. Doskonale nadaje się dla dziewczyn, których cera posiada naturalny, oliwkowy odcień.

Jednym z najbardziej „bezpiecznych” kolorów ślubnej sukni jest ecru. Barwa ta idealnie współgra zarówno z bardzo jasną, jak i ciemną cerą. Ecru polecane jest m.in. dla bladych i bardzo szczupłych kobiet, doskonale współgra także z ciemniejszą karnacją oraz włosami o nasyconych odcieniach.

Wśród różnorodnych sukni ślubnych znajdziemy także modele o lekko różowawym lub niebieskim odcieniu. Kobiety o ciemnej karnacji mogą skorzystać decydując się na wybór sukni o odcieniu wpadającym nieco w błękit, niestety ta opcja nie jest polecana blondynkom o jasnej karnacji. Dla kobiet z bardzo jasną cerą, piegami i jasnymi (ale nie rudymi) włosami idealnie nadają się suknie, których odcień wpada w róż.

Wesele w Nowym Orleanie

MG_0804_sepia-940x480

 

Wesela w Nowym Orleanie są zupełnie inne niż gdzie indziej. Jednym z najbardziej charakterystycznych jego elementów jest pochód, który prowadzi młoda para. Towarzyszy im orkiestra oraz goście weselni.

Przez cały wieczór trwają tańce wzdłuż rzeki Missisipi z miękkimi nutami saksofonu jazzowego w tle, które uciekają swoją drogą  brukowanymi uliczkami, pośród balkonów z kutego żelaza. Powietrze jest przesycone aromatem świeżo parzonej kawy z cykorii, Cajun i kreolskich przypraw oraz słodkiego jaśminu. Gdzieś w oddali drepcze powoli wóz konny, a gwizdek zabytkowego parostatku płynącego Missisipi odbija się echem po Nowym Orleanie tworząc niezwykłą serenadę dla zakochanych….

Suknie z kolekcji Demetrios prezentują się niezwykle w tej scenerii. :-)

orlean

orlean2

 

Pobrali się po 50 latach znajomości. Mówią, że taka miłość się nie zdarza

Elizabeth Bennet, Scarlett O’Hara, Pretty Woman i Kopciuszek – która z nas nie marzy o miłości jak z romansu. Coś, co wydaje się być możliwe tylko na kartach książek lub na kinowym ekranie, dzieje się tuż obok nas. A najpiękniej jest wtedy, gdy uczucie dopada po pół wieku.

Stanisława i Aleksander nazywany przez swoją wybrankę „Mieciem” poznali się ponad 50 lat temu. Ona miała 20 lat. On był nieco starszy.

– Mieszkaliśmy w pobliżu i chodziliśmy razem na tańce. Dziś powiedzielibyśmy, że na dyskoteki albo na clubbing – śmieje się Stanisława. – A wtedy mówiło się po prostu: „na tańce”.

Dużo nas łączyło

Młodzi od razu przypadli sobie do gustu. Pasowali do siebie zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Bliscy mówili, że szykują się już nawet do ślubu.

– Ale nasze drogi rozeszły się. Kontakt się rozluźnił. W zasadzie to nie wiemy dlaczego. Nigdy się nie pokłóciliśmy. Przez jakiś czas dzwoniliśmy do siebie z pracy, ale z czasem coraz rzadziej – przyznaje z zakłopotaniem Aleksander.

Kiedy wracają dziś pamięcią do tamtych czasów przychodzi im jednak do głowy tylko to, że tak widać musiało być. To, że są sobie przeznaczeni było chyba jednak zapisane, gdzieś tam na górze. Zanim do tego doszło, każde założyło jednak swoją rodzinę. Przez te wszystkie lata ich losy przeplatały się, bo Aleksander stanął przed ołtarzem z kuzynką Stanisławy.

– Proszę spojrzeć, jaka to piękna kobieta była – Stanisława pokazuje przepiękne ogromne zdjęcie w starym stylu. – Jej i moja babcia były rodzonymi siostrami. Dlatego ja bawiłam się na weselu Aleksandra, a on na moim. Nawet w tym samym roku braliśmy ślub. Dużo nas łączyło.

Czekała na mnie

Potem spotykali się na ślubach i pogrzebach aż ich drogi całkiem się rozeszły. Oboje mieli wspaniałe życie, którego nie zamieniliby na żadne inne. Stanisława doczekała się dwojga dzieci – syna i córki, czworga wnuków i dwójki prawnuków. Aleksander ma czterech dorosłych już synów, ośmiu wnuków i prawnuczkę.

– Mój mąż umarł 20 lat temu – opowiada kobieta. Od tego czasu byłam sama.

– Czekała na mnie – śmieje się Aleksander.

– Nigdy nie myślałam o drugim małżeństwie – przekomarza się kobieta.

Miłość od drugiego wejrzenia

Ich drogi zeszły się ponownie dopiero na początku tego roku.

Spotkali się na organizowanej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zabawie dla seniorów. To była miłość od drugiego (bo pierwsze było przecież pół wieku temu) wejrzenia i chęć jak najdłuższego spędzania ze sobą czasu.

Na zabawy na KUL chodzili w soboty, a do „Lotosu” w niedziele. Do weekendów doszły potem zwykłe codzienne spotkania i wielogodzinne rozmowy. Chęć trzymania się za rękę i przytulenia się do siebie.A potem znów tańce i zabawa.

– Moja żona zmarła dwa i pół roku temu. Od tego czasu prowadziłem własne gospodarstwo. Moi synowie często mówili mi, żebym sobie kogoś znalazł. Trochę to było mówione tak śmiechem-żartem, ale chyba mi to wszystko wykrakali – śmieje się mężczyzna.

To był walczyk

To, że łączy ich ogromna miłość od dawna było jasne dla wszystkich, którzy na nich patrzyli. Na jednej z potańcówek, gdy szykowali się już do wyjścia orkiestra nie pozwoliła im opuścić parkietu.

– Powiedzieli przez mikrofon, że teraz grają wyłącznie dla nas – wspomina Stanisława.

– To był walczyk – dodaje Aleksander.

– Co było robić. Zdjęłam kurtkę, którą miałam już na sobie i ruszyliśmy w tany. Bardzo się wtedy wzruszyłam, bo w pewnej chwili zorientowałem się, że na parkiecie jesteśmy sami. Nikt inny nie tańczył. Stali wokół nas i klaskali.

Miłość widzieli wszyscy, prócz rodzin zakochanej pary. Stanisława mieszkała wtedy z córką. Gdy szykowała się na spotkanie z wybrankiem mówiła, że idzie „do miasta”. Pierwszych kilka razy kłamstewko przeszło, ale potem zaczęły się pytania.

– Nic nie mówiłam – przyznaje Stanisława. – Bałam się, że ludzie zaczną się z nas śmiać, że tacy starzy, a jeszcze im się amorów zachciewa.

Dyspensa na zapowiedzi

Pierwsza dowiedziała się siostra Stanisławy i to ona „pędziła do ślubu”. Mówiła, że Aleksander to dobry chłop i nie ma się czego bać. Mijały jednak kolejne miesiące i świętowane „miesięcznice” miłości, a zakochani o ślubie na poważnie nie myśleli.

Wreszcie mężczyzna powiedział, że nie chce już sam mieszkać, bo za mocno tęskni. Ale jak to tak bez ślubu? Do parafialnego kościoła panny młodej zakradli się po cichu, tak by nikt ich nie zobaczył.

– Bałam się, że ludzie będą się śmiali i dlatego poprosiłam księdza, żeby nie czytał zapowiedzi. Dostaliśmy na nie dyspensę – opowiada panna młoda. – Ślub odbył się dziesięć dni od naszych odwiedzin w kościele. Wybraliśmy czwartek. Godzinę 16. Tak, żeby nikogo nie było w kościele. Zależało nam też, żeby było bez mszy. Szybko, bo po godzinie 17 ludzie schodzą się już na różaniec.

Miało być też bez rodziny. Tylko oni i świadkowie.

Nie do końca to się udało, bo bliscy w ostatniej dosłownie chwili zorientowali się, co się szykuje. Było więc nerwowe poszukiwanie bukietu, błyskawiczne kupowanie prezentów i szykowanie kreacji. A po ślubie malutkie spotkanie na ciastku.

– Nie chcieliśmy ślubu ani wesela ale tak wyszło, że jednak je mieliśmy – wspominają oboje.

Aleksander coś planuje

– Myślicie o podróży poślubnej? – pytam.

– Tak, ale jeszcze nie teraz. Na razie czekamy na wszystkie dokumenty. A potem gdzieś pewnie pojedziemy. Aleksander coś planuje, ale jest bardzo tajemniczy.

– Bo to ma być niespodzianka – cierpliwie tłumaczy małżonek.

A jakie są plany na przyszłość? Powoli powiedzieć znajomym, tak żeby nie przeżyli szoku, że wzięli ślub. A potem, żyć dalej.

– Żeby było tak jak do tej pory, to będzie wspaniale. Nie kłóciliśmy się ani razu. I żeby zdrowie było – przyznają jednocześnie. – I żeby było jeszcze wiele, wiele, wiele wspólnych potańcówek.

– Czy to taka sama miłość, jak wtedy, gdy mieliście po 20 lat? – pytam.

– Jeszcze lepsza – zapewnia Aleksander.

– Bo nie liczy się to co w metryce, tylko to, jak się człowiek czuje – podkreśla Stanisława. – My w środku jesteśmy młodzi. Tacy sami jak wtedy.

Artykuł znaleziony na stronach Dziennika Wschodniego.