Archiwum kategorii: Blog

Wybór pierścionka zaręczynowego – zasada 5C

Prędzej, czy później wielu mężczyzn staje przed wyborem pierścionka zaręczynowego. Czym kierować się wybierając, ten drogocenny podarek i symbol miłości do końca świata i dwa dni dłużej?

 

Najprościej rzecz ujmując, do wyboru pierścionka zaręczynowego przydatna jest zasada „5C”. Zasada 5C od angielskich słówek: carat, cut, colour, clarity, cost.

Według naszej opinii carat i cost są zdecydowanie najważniejsze, świadczą bowiem o hojności przyszłego oświadczającego się.
Na początek zastanówmy się, dlaczego mężczyźni oświadczają się? Czy oświadczyny i zaręczyny to to samo?

Próbując odpowiedzieć na pierwsze z postawionych pytań, należałoby zapytać Panów zakupujących pierścionek. Po co to robią? Z pewnością większość odpowiedziałaby, że z miłości do swojej partnerki i przejścia w kolejny etap znajomości (zdecydowanie bardziej zaawansowanej), powodów do oświadczyn jest tyle samo co ludzi na świecie, więc nie ma co na ten temat debatować.

Dużo bardziej interesującym aspektem jest różnica pomiędzy oświadczynami, a zaręczynami Według słownika języka polskiego oświadczyny określa się jako złożenie komuś propozycji zawarcia związku małżeńskiego. Zaręczyny z kolei jest to wzajemne przyrzeczenie sobie małżeństwa, zwykle połączone z niewielką uroczystością w rodzinnym gronie.

 

Po, krótkich definicjach przejdźmy do właściwej części poruszonego tematu. Scharakteryzujmy składowe zasady 5C.

1. Carat – czyli wielkość diamentu, dlatego jest to ściśle powiązane z ceną pierścionka.

2. Cut – czyli szlif. Najczęściej wybierany jest klasyczny szlif brylantowy. Oszlifowany w ten sposób diament ma co najmniej 57 powierzchni (faset). Przy poprawnie oszlifowanym brylancie uzyskuje się tzw. efekt Kupidyna (widoczne w prześwietleniu serduszka i strzały).

3. Colour – czyli barwa. Oznacza się ją literami od D do Z. „D” to diament najczystszy (najlepsza jakość). Od litery „K” diamenty są już lekko żółtawe.

4. Clarity – czyli czystość. Im mniej wtrętów, tym diament droższy. Trudno znaleźć brylant bez skazy (w ciągu roku na rynku światowym pojawia się zaledwie kilkaset diamentów o oznaczeniu FL (Completely Flawless, czyli absolutnie bez skazy).

5. Cost – czyli cena. Jeśli chodzi o cenę zakupionego pierścionka, jego cena powinna odpowiadać dwumiesięcznej pensji ofiarodawcy. To kwestia pierwszego brylantu, natomiast jak głosi tradycja drugi brylant kupuje się swojej wybrance na brylantowe gody (75 rocznica ślubu), czy słyszeliście o tak pięknej rocznicy w swoim otoczeniu? <3

Jak widzicie drodzy Panowie i Panie, są zasady którymi można się kierować przy wyborze pierścionka, ale czy ktoś urwie nam głowę, jeśli będziemy postępować według zasad, które dyktuje nam nasze serce?

Jaki kolor sukni ślubnej dobrać do jasnej i ciemnej karnacji?

panna-mloda-zamyslona-940x480

Wybór sukni ślubnej to naprawdę duże wyzwanie. Zakup odpowiedniego fasonu, który podkreśli atuty figury to nie wszystko – równie ważny jest wybór koloru sukni ślubnej, który pozwala podkreślić urodę i wpływa na ogólny wygląd Panny Młodej.

Odwiedzając kolejne salony ślubne często wydaje się nam, że wszystkie suknie są także same. Podczas ostatecznej decyzji dotyczącej zakupu tej jednej, jedynej i wymarzonej kreacji warto brać pod uwagę nie tylko jej fason, ale także kolor. Źle dobrany kolor sukni ślubnej potrafi całkowici odmienić wyląd Panny Młodej i sprawić, że będzie ona wyglądała niekorzystnie m.in. na ślubnych fotografiach.

Jak wybrać idealną suknię ślubną?

Jeżeli chcemy, aby suknia ślubna idealnie pasowała do figury i naszego wyglądu koniecznie należy podczas jej zakupu uwzględnić:

  • Kształt naszej figury
  • Wzrost
  • Kolor karnacji i włosów
  • Porę roku
  • Kolorystykę dodatków np. ślubnego bukietu

Warto pamiętać, że istnieje kilkanaście odcieni bieli, choć czasami na pierwszy rzut oka nie widzimy różnicy pomiędzy poszczególnymi barwami, do dyspozycji mamy także niezwykle modne odcienie szampana i nieśmiertelny kolor ecru oraz bardziej intensywne i śmiałe kolory dla odważnych i chcących zaskakiwać kobiet.

Jakie są zasady doboru koloru sukni ślubnej do karnacji?

Najważniejsze podczas wyboru koloru sukni ślubnej jest właściwe określenie naszej karnacji. Aby nie popełnić błędu możemy o radę poprosić fotografa, u którego zamawiamy sesję ślubną. Jeszcze jedno – tuż przed ślubem nie powinno się korzystać z solarium, gdyż nienaturalnie opalone ciało wygląda bardzo nieładnie w zestawieniu z różnymi odcieniami bieli.

Kolor sukni ślubnej

Dziewczyny z jasną karnacją najefektowniej wyglądają w nieco „złamanych” i cieplejszych odcieniach bieli. Ciepłe odcienie bieli idealnie współgrają także z niemal alabastrową cerą, która w klasycznej i zimnej bieli przybiera bardzo nieładny i trupi wygląd. Złamana biel nadaje się zarówno dla brunetek, jak i blondynek, doskonale podkreśla także urodę kobiet z włosami w odcieniach rudości i czerwieni.

Klasyczna biel to kolor zarezerwowany dla kobiet z nieco ciemniejszą cerą. Doskonale nadaje się dla dziewczyn, których cera posiada naturalny, oliwkowy odcień.

Jednym z najbardziej „bezpiecznych” kolorów ślubnej sukni jest ecru. Barwa ta idealnie współgra zarówno z bardzo jasną, jak i ciemną cerą. Ecru polecane jest m.in. dla bladych i bardzo szczupłych kobiet, doskonale współgra także z ciemniejszą karnacją oraz włosami o nasyconych odcieniach.

Wśród różnorodnych sukni ślubnych znajdziemy także modele o lekko różowawym lub niebieskim odcieniu. Kobiety o ciemnej karnacji mogą skorzystać decydując się na wybór sukni o odcieniu wpadającym nieco w błękit, niestety ta opcja nie jest polecana blondynkom o jasnej karnacji. Dla kobiet z bardzo jasną cerą, piegami i jasnymi (ale nie rudymi) włosami idealnie nadają się suknie, których odcień wpada w róż.

Wesele w Nowym Orleanie

MG_0804_sepia-940x480

 

Wesela w Nowym Orleanie są zupełnie inne niż gdzie indziej. Jednym z najbardziej charakterystycznych jego elementów jest pochód, który prowadzi młoda para. Towarzyszy im orkiestra oraz goście weselni.

Przez cały wieczór trwają tańce wzdłuż rzeki Missisipi z miękkimi nutami saksofonu jazzowego w tle, które uciekają swoją drogą  brukowanymi uliczkami, pośród balkonów z kutego żelaza. Powietrze jest przesycone aromatem świeżo parzonej kawy z cykorii, Cajun i kreolskich przypraw oraz słodkiego jaśminu. Gdzieś w oddali drepcze powoli wóz konny, a gwizdek zabytkowego parostatku płynącego Missisipi odbija się echem po Nowym Orleanie tworząc niezwykłą serenadę dla zakochanych….

Suknie z kolekcji Demetrios prezentują się niezwykle w tej scenerii. :-)

orlean

orlean2

 

Pobrali się po 50 latach znajomości. Mówią, że taka miłość się nie zdarza

Elizabeth Bennet, Scarlett O’Hara, Pretty Woman i Kopciuszek – która z nas nie marzy o miłości jak z romansu. Coś, co wydaje się być możliwe tylko na kartach książek lub na kinowym ekranie, dzieje się tuż obok nas. A najpiękniej jest wtedy, gdy uczucie dopada po pół wieku.

Stanisława i Aleksander nazywany przez swoją wybrankę „Mieciem” poznali się ponad 50 lat temu. Ona miała 20 lat. On był nieco starszy.

– Mieszkaliśmy w pobliżu i chodziliśmy razem na tańce. Dziś powiedzielibyśmy, że na dyskoteki albo na clubbing – śmieje się Stanisława. – A wtedy mówiło się po prostu: „na tańce”.

Dużo nas łączyło

Młodzi od razu przypadli sobie do gustu. Pasowali do siebie zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Bliscy mówili, że szykują się już nawet do ślubu.

– Ale nasze drogi rozeszły się. Kontakt się rozluźnił. W zasadzie to nie wiemy dlaczego. Nigdy się nie pokłóciliśmy. Przez jakiś czas dzwoniliśmy do siebie z pracy, ale z czasem coraz rzadziej – przyznaje z zakłopotaniem Aleksander.

Kiedy wracają dziś pamięcią do tamtych czasów przychodzi im jednak do głowy tylko to, że tak widać musiało być. To, że są sobie przeznaczeni było chyba jednak zapisane, gdzieś tam na górze. Zanim do tego doszło, każde założyło jednak swoją rodzinę. Przez te wszystkie lata ich losy przeplatały się, bo Aleksander stanął przed ołtarzem z kuzynką Stanisławy.

– Proszę spojrzeć, jaka to piękna kobieta była – Stanisława pokazuje przepiękne ogromne zdjęcie w starym stylu. – Jej i moja babcia były rodzonymi siostrami. Dlatego ja bawiłam się na weselu Aleksandra, a on na moim. Nawet w tym samym roku braliśmy ślub. Dużo nas łączyło.

Czekała na mnie

Potem spotykali się na ślubach i pogrzebach aż ich drogi całkiem się rozeszły. Oboje mieli wspaniałe życie, którego nie zamieniliby na żadne inne. Stanisława doczekała się dwojga dzieci – syna i córki, czworga wnuków i dwójki prawnuków. Aleksander ma czterech dorosłych już synów, ośmiu wnuków i prawnuczkę.

– Mój mąż umarł 20 lat temu – opowiada kobieta. Od tego czasu byłam sama.

– Czekała na mnie – śmieje się Aleksander.

– Nigdy nie myślałam o drugim małżeństwie – przekomarza się kobieta.

Miłość od drugiego wejrzenia

Ich drogi zeszły się ponownie dopiero na początku tego roku.

Spotkali się na organizowanej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zabawie dla seniorów. To była miłość od drugiego (bo pierwsze było przecież pół wieku temu) wejrzenia i chęć jak najdłuższego spędzania ze sobą czasu.

Na zabawy na KUL chodzili w soboty, a do „Lotosu” w niedziele. Do weekendów doszły potem zwykłe codzienne spotkania i wielogodzinne rozmowy. Chęć trzymania się za rękę i przytulenia się do siebie.A potem znów tańce i zabawa.

– Moja żona zmarła dwa i pół roku temu. Od tego czasu prowadziłem własne gospodarstwo. Moi synowie często mówili mi, żebym sobie kogoś znalazł. Trochę to było mówione tak śmiechem-żartem, ale chyba mi to wszystko wykrakali – śmieje się mężczyzna.

To był walczyk

To, że łączy ich ogromna miłość od dawna było jasne dla wszystkich, którzy na nich patrzyli. Na jednej z potańcówek, gdy szykowali się już do wyjścia orkiestra nie pozwoliła im opuścić parkietu.

– Powiedzieli przez mikrofon, że teraz grają wyłącznie dla nas – wspomina Stanisława.

– To był walczyk – dodaje Aleksander.

– Co było robić. Zdjęłam kurtkę, którą miałam już na sobie i ruszyliśmy w tany. Bardzo się wtedy wzruszyłam, bo w pewnej chwili zorientowałem się, że na parkiecie jesteśmy sami. Nikt inny nie tańczył. Stali wokół nas i klaskali.

Miłość widzieli wszyscy, prócz rodzin zakochanej pary. Stanisława mieszkała wtedy z córką. Gdy szykowała się na spotkanie z wybrankiem mówiła, że idzie „do miasta”. Pierwszych kilka razy kłamstewko przeszło, ale potem zaczęły się pytania.

– Nic nie mówiłam – przyznaje Stanisława. – Bałam się, że ludzie zaczną się z nas śmiać, że tacy starzy, a jeszcze im się amorów zachciewa.

Dyspensa na zapowiedzi

Pierwsza dowiedziała się siostra Stanisławy i to ona „pędziła do ślubu”. Mówiła, że Aleksander to dobry chłop i nie ma się czego bać. Mijały jednak kolejne miesiące i świętowane „miesięcznice” miłości, a zakochani o ślubie na poważnie nie myśleli.

Wreszcie mężczyzna powiedział, że nie chce już sam mieszkać, bo za mocno tęskni. Ale jak to tak bez ślubu? Do parafialnego kościoła panny młodej zakradli się po cichu, tak by nikt ich nie zobaczył.

– Bałam się, że ludzie będą się śmiali i dlatego poprosiłam księdza, żeby nie czytał zapowiedzi. Dostaliśmy na nie dyspensę – opowiada panna młoda. – Ślub odbył się dziesięć dni od naszych odwiedzin w kościele. Wybraliśmy czwartek. Godzinę 16. Tak, żeby nikogo nie było w kościele. Zależało nam też, żeby było bez mszy. Szybko, bo po godzinie 17 ludzie schodzą się już na różaniec.

Miało być też bez rodziny. Tylko oni i świadkowie.

Nie do końca to się udało, bo bliscy w ostatniej dosłownie chwili zorientowali się, co się szykuje. Było więc nerwowe poszukiwanie bukietu, błyskawiczne kupowanie prezentów i szykowanie kreacji. A po ślubie malutkie spotkanie na ciastku.

– Nie chcieliśmy ślubu ani wesela ale tak wyszło, że jednak je mieliśmy – wspominają oboje.

Aleksander coś planuje

– Myślicie o podróży poślubnej? – pytam.

– Tak, ale jeszcze nie teraz. Na razie czekamy na wszystkie dokumenty. A potem gdzieś pewnie pojedziemy. Aleksander coś planuje, ale jest bardzo tajemniczy.

– Bo to ma być niespodzianka – cierpliwie tłumaczy małżonek.

A jakie są plany na przyszłość? Powoli powiedzieć znajomym, tak żeby nie przeżyli szoku, że wzięli ślub. A potem, żyć dalej.

– Żeby było tak jak do tej pory, to będzie wspaniale. Nie kłóciliśmy się ani razu. I żeby zdrowie było – przyznają jednocześnie. – I żeby było jeszcze wiele, wiele, wiele wspólnych potańcówek.

– Czy to taka sama miłość, jak wtedy, gdy mieliście po 20 lat? – pytam.

– Jeszcze lepsza – zapewnia Aleksander.

– Bo nie liczy się to co w metryce, tylko to, jak się człowiek czuje – podkreśla Stanisława. – My w środku jesteśmy młodzi. Tacy sami jak wtedy.

Artykuł znaleziony na stronach Dziennika Wschodniego.